ku wolności...

Holy Motors



holymotorsGwarantuje że niczego takiego jeszcze nie widzieliście.  Film jest dość ciężki i wymusza od każdego widza skupienie i analizowanie. Nie jest to film, który należy obejrzeć i zapomnieć, sam trawiłem go dość długo, a po seansie ciężko było mi to wszystko poskładać. Moim zdaniem jest to wyzwanie dla widza, hołd dla kinematografii złożony przez Caraxa oraz wykpienie kultu celebrytów. Taka mieszanka musi być pełna symboli, odniesień czy powtórzeń – chociażby emocjonalnych. Sama fabuła przez każdego może zostać odebrana różnie dlatego nie będę zdradzał szczegółów, jest na tyle płynna, że umożliwia różne interpretacje. Taka konstrukcja jest dość innowacyjna, a nić łącząca wszystko w całość jest dość cienka i bardzo mocno poplątana, oglądając bardzo często nasuwało mi się mimowolne „WTF?” lub pisząc po polsku: zmieszanie, zdezorientowanie, czy zagubienie. Uwielbiam filmy Davida Lyncha i muszę przyznać, że pomimo zawiłości w porównaniu z Caraxem, Lynch podaje nam wszystko na tacy. W „Holy motors” nie otrzymasz gotowej odpowiedzi – jedynie tą, która zrodzi się w Twojej głowie. Film porusza bardzo wiele istotnych tematów jak tożsamość jednostki, śmierć, miłość, wiara, pożądanie, macierzyństwo, przy wszystkich stawia pytanie o granice i przekracza je, często w bardzo zabawny sposób. Całość ubrana jest w świetne kadry, każda scena jest dopracowana i tworzy swój unikalny klimat. Polecam obejrzeć wszystkim amatorom kinematografii, nie koniecznie lekkiej, ponieważ ten film odbiera się jako sztukę, nie da się go obejrzeć jak wieczornego serialu w TV. Trzeba się otworzyć i chłonąć obrazy, dźwięki i emocje, wylewające się z odbiornika. Od razu dodam, że trailer nie zdradza wiele.


The Wire



The_Wire„The Wire” po polsku „Prawo ulicy”, to coś więcej niż serial. Gdy pierwszy raz o nim czytałem odpuściłem sobie oglądanie, ponieważ odniosłem wrażenie, że będzie to przynudnawy serial sensacyjny z rasizmem w tle. Teraz w stu procentach przyznaje, że byłem błędzie i nawet nie wiem kiedy minęło obejrzanych pięć serii . Co więcej już czuję smutek, związany z przywiązaniem do postaci wykreowanych w „The Wire”, będę za nimi tęsknił. Po tych parudziesięciu godzinach seansu mam wrażenie, że znam zachodnie Baltimore jak własną dzielnicę. Odwzorowanie klimatu miasta, dzielnic i dbałość o szczegóły są na najwyższym poziomie. Wszystkie postacie są wielowymiarowe, prawdziwe aż do bólu, nie znajdziesz tutaj ani „dobrego gliny”, ani „ładnej asystentki”, myślę że złożoność postaci jest bardzo mocnym elementem serialu. Fabuła jest na tyle ciekawa i nieprzewidywalna, że nie masz pewności czy wszyscy bohaterowie zrealizują swoje plany, marzenia, dotrwają do końca serii. The Wire bliższy jest filmom fabularnym, niż telewizyjnym tasiemcom, polecam ten serial każdemu kto dysponuje paroma wolnymi wieczorami i ma ochotę poczuć gęstą i ciężką atmosferę przestępczego świata West Baltimore. Równocześnie ostrzegam, że nie wartka akcja, ani brawurowe pościgi są domeną tego widowiska, a klimat który sączy się z ekranu i zostaje na długo niczym dym z papierosa w mieszkaniu. Jeżeli jeszcze Cię nie przekonałem to wspomnę, że parę odcinków wyreżyserowała Agnieszka Holland, a sam zabieg wieloreżyserstwa (wiem że nie ma takie słowa, ale jak inaczej nazwać zjawisko kręcenia każdego odcinka przez kogoś innego w jednym słowie) wpływa bardzo pozytywnie na odbiór całości.

Narzędzia w dłoń!



whitepressPortal Whitepress jako praktyczny element wyposażenia skrzynki z narzędziami specjalistów do spraw marketingu i pozycjonowania. Co to oznacza w praktyce? Wszystkie strategie marketingowe, nie wykluczając oczywiście SEO mają za zadanie uzyskać jasno określony cel – zdobyć i utrzymać klienta. To w skrócie.

Aby ten cel osiągnąć, wykorzystują cała masę narzędzi, instrumentów, metod i strategii, nie będziemy wspominać ich wszystkich, skupmy się natomiast na jednej podstawowej kwestii: Klient.

Klient to człowiek, który, po co najmniej kilku latach edukacji, nauczył się czytać, pisać liczyć i parę innych pożytecznych rzeczy. A skoro potrafi czytać, znacznie ułatwia to zadanie fachowcom od marketingu – klient – czytelnik, dostaje przekaz reklamowy za pomocą słów, najczęściej pisanych.

Dobrze, jeśli te słowa układają się w spójną i logiczną całość, a jeszcze lepiej, jeśli z nimi w parze idzie równie logiczny i merytoryczny przekaz. Czytelnik, skoro umie czytać, a bywa, że lubi tą czynność, chciałby z niej jeszcze dodatkowo wyciągnąć coś użytecznego dla siebie. Czyli – czytanie musi przynieść mu: a. przyjemność; b. korzyść. I tutaj w bólach rodzi się Content marketing.

Więc reasumując, dobrze, jeśli przekaz marketingowy, który dociera do czytelnika jest logiczny, przekazuje konkretne i rzetelne informacje, poza tym wnosi coś w czytelnika życie i sprawia mu jakąś przyjemność.

A wracając do Whitepress.. Portal ten ułatwia czytelnikom dotarcie do ciekawych i wartościowych treści marketingowych, powodując dla wszystkich zainteresowanych stron cała masę korzyści. A korzyści są przyjemne, więc oba warunki a + b zostały i w tym wypadku zostają spełnione.

Korzyść pierwsza:

Whitepress umożliwia posiadaczom stron internetowych, portali, serwisów i witryn na posiadanie w swoich zasobach merytorycznych, unikalnych i interesujących dla czytelnika treści, czytaj – publikacja artykułów eksperckich https://www.whitepress.pl/baza-wiedzy/3/artykul-ekspercki

Powoduje to wzrost zainteresowania serwisem, portalem, witryną lub stroną, wzrost jej odwiedzalności, zdobycie wielu wartościowych linków co liczy się w pozycjonowaniu (czytelnikom się podoba to co czytają, przekazują linki dalej i dalej i dalej, a strona leci wysoko w górę w Google), ranga serwisu wzrasta, przychody rosną.

Korzyść druga:

Whitepress umożliwia posiadaczom stron internetowych, portali, serwisów i witryn poza powyższym, także zwiększyć wpływ do budżetu poprzez publikację równie interesujących, porywających i ciekawych dla czytelników treści reklamowych, czytaj – publikacja artykułów sponsorowanych https://www.whitepress.pl/baza-wiedzy/2/artykul-sponsorowany

A więc dwie korzyści w jednym.

Korzyść trzecia:

Whitepress umożliwia właścicielom firm, przedsiębiorstw, działalności itp. a w związku z tym stron, serwisów, portali firmowych (firma powinna mieć własną stronę www) dotarcie do szerszego grona potencjalnych klientów, kontrahentów, odbiorców. Jak? Dzięki publikacji zacnych i mądrych artykułów eksperckich (patrz korzyść pierwsza) o działalności swojego biznesu na łamach innych portali, serwisów, stron itp. Powoduje to podobnie jak powyżej, wzrost wykładniczy świadomości marki w sieci, więcej odwiedzających, więcej linków, więcej klientów i większy zysk.

Korzyść czwarta:

Whitepress umożliwia właścicielom firm, przedsiębiorstw, działalności itp. a w związku z tym stron, serwisów, portali firmowych publikacje artykułów reklamowych – sponsorowanych na swój temat, przedstawiających siebie, swoją firmę, działalność, branżę w samych, oczywiście superlatywach (patrz korzyść druga). Ta przyjemność owszem, kosztuje, nawet nie mało, w zależności od docelowego miejsca publikacji artykułu, ale za to działa – a o to przecież chodzi.

Korzyść piąta:

Whitepress umożliwia wszystkim firmom, właścicielom, działaczom itd. zredagowanie odpowiednich, profesjonalnych, błyskotliwych i inteligentnych artykułów, zarówno eksperckich jak i sponsorowanych, rękami profesjonalnych dziennikarzy. Generalnie – jak właściciel nie umie, nie chce i nie ma kim – to proszę, jak znalazł.

Korzyść szósta:

Whitepress umożliwia – dzięki wszystkim powyższym, zasilenie swojego własnego budżetu, jako, że serwis pośredniczy w wyżej wymienionych transakcjach – też na tym procederze zarabiać musi, a więc korzyść osiąga.

Yerba Mate – cudowny napar czy nowy nałóg?



Yerba-mateOd dawna słuchałem pozytywnych opinii na temat Yerba mate, aż zdecydowałem przetestować się na sobie jak działa ten magiczny napój. Podstawowym efektem jakiego oczekiwałem było pobudzenie i wzmożenie koncentracji, po prostu zastąpienie efektów picia kawy. Pije Yerbę od tygodnia i muszę stwierdzić, że ta „herbatka” nie dość, że pobudza mocniej niż kawa to efekt trwa znacznie dłużej. Bardzo jestem ciekaw jak ten eksperyment będzie wyglądał za miesiąc czy rok, ponieważ nie mogę uwierzyć, że tej napar ma tak wspaniałe właściwości i żadnych skutków ubocznych. Oprócz pobudzającego, który jest najłatwiej odczuć Yerba ma jeszcze całą masę wspaniałych właściwości, o których nie wstydzą się pisać jej sprzedawcy, ile to ma witamin i minerałów, że działa odchudzająco i usuwa uczucie głodu. Co prawda w moim otoczeniu jest parę osób, które piją Mate od pół roku i jej działaniem są zachwycone tak samo jak na początku, co dobrze rokuje moim nadzieją. Tak na marginesie nazywanie ostrokrzewu paragwajskiego herbatą jest dość dziwne bo wspólną mają chyba tylko nazwę.


Jako że zamówiłem swój zestaw startowy bez tykwy, jedynie z najprostszą bambusową bombillą (bardzo podoba mi się ta nazwa, a jest to słomka do picia yerby bez zaciągania się fusami) zaparzałem ją w zwykłym kubku, wsypując nie jak podają instrukcje 3/4 objętości, a jedynie 1/4 ( lub jak kto woli 2 łyżki stołowe) i muszę przyznać, że już taki napar jest dość intensywny. Działa niesamowicie pobudzająco, wygląda jak błoto, a smakuje jeszcze gorzej, chociaż po tygodniu sam się sobie dziwie, że nawet zaczyna mi smakować, ale jak sobie przypominam z przed wielu lat z kawą było podobnie, pierwsze filiżanki wypijałem krzywiąc się niemiłosiernie dopóki nie przyzwyczaiłem się do specyficznego aromatu.

einsteinJeżeli chodzi o skutki uboczne to na dzień dzisiejszy zauważyłem tylko jeden, i do tej pory nie mogę się zdecydować czy jest to wada czy zaleta. Mianowicie nigdy nie byłem rannym ptaszkiem, każdego dnia ranne wstawanie było okropnością i zastanawianiem się dlaczego muszę cierpieć takie katusze. Odkąd zacząłem pić Yerbę codziennie budzę się, o zgrozo 40 minut przed budzikiem, wyspany i gotowy do rozpoczęcia dnia. Jest to dla mnie tak nowa sytuacja, że jeszcze nie odważyłem się podnieść z łóżka i po prostu leżę rozmyślając o rozpoczynającym się dniu dopóki budzik nie zadzwoni, ale kto wie może niebawem zagospodaruje lepiej te dodatkowe 40 minut.

Na pewno będę uzupełniał tą historię o przygodach z Yerba Mate, sam jestem ciekaw jak się dalej potoczy, a Ty masz jakieś doświadczenia? Może wiesz coś czego ja jeszcze nie wiem o tym magicznym ziółku?

Ps. Na pierwszym zdjęciu piękna plantacja w Argentynie, której obraz przywołuje sobie parząc świeżą porcje Yerby, a drugie zdjęcie to taka ciekawostka znaleziona w necie, ale po dogłębnej analizie stwierdzam, że to fake. Chociaż kto wie, może Albert Einstein rzeczywiście pił Yerbę, tylko nikt nie uwiecznił tego na zdjęciu.

Zapisz się do naszego newslettera

Aby zapisać się do newslettera, wpisz swój adres email poniżej. Otrzymasz email z informacją, jak potwierdzić subskrypcję.

Ranking i toplista blogów i stron Samodzielne pozycjonowanie stron